Po raz kolejny – tym razem po kradzieży z włamaniem do sklepu Pszczółka – powraca temat monitoringu w Wieruszowie a dokładnie jego braku. Jak się dowiadujemy od funkcjonariuszy - większość tego typu kradzieży na naszym terenie dokonywana jest przez „przyjezdnych”. Nie inaczej było w przypadku kradzieży gotówki w różnej walucie z zakładu M-Line czy z włamaniem do plebanii na Podzamczu. Ustalono, że złodzieje byli z Poznania – należeli do różnych grup przestępczych. Według rzecznika wieruszowskiej policji – Radosława Szkudlarka tego typu zjawisko jest znikome w tych ośrodkach miejskich, które posiadają monitoring. Przykładem jest tutaj Wieluń, który już na swoich witaczach informuje, że jest miastem monitorowanym. Po za tym, jak zauważa Szkudlarek – Złodziej nie jest już dzisiaj facetem z workiem. To przestępca, który porusza się samochodem. Kamery ustawione w newralgicznych punktach miasta pomogłyby szybciej – po ustaleniu marki samochodu i rejestracji oraz godziny przejazdu – wskazać sprawcę.
Kiedyś o pomyśle instalacji kamer myślano przy okazji założenia u nas sklepu z dopalaczami. Świadomość filmowania miejsca miała odstraszyć młodych ludzi od zaopatrywania się w „produkty kolekcjonerskie”. Problemem miały być wtedy przepisy, które bez zgody właściciela nie pozwalały na filmowanie jego własności. Józef Wróbel – ówczesny etatowy członek Rady Powiatu zaproponował, aby monitoring zainstalować przy najbliższym skrzyżowaniu argumentując to koniecznością obserwacji niebezpiecznego odcinka na drodze. Podobnie można zrobić i teraz. Według funkcjonariuszy miasto nie musiałoby być nafaszerowane tego typu sprzętem. Wystarczyłyby 2 lub 3 kamery (przy wjazdach do miasta i na Rynku) z których obraz w razie potrzeby mógłby być wykorzystywany w sprawie. Szybciej można byłoby dotrzeć do takich materiałów. Obecnie policjanci muszą o to występować do banków czy innych instytucji, które we własnym zakresie mają zainstalowany monitoring. Tak było po morderstwie Marii Galińskiej, którą tuż przed śmiercią zarejestrowały kamery przy bankomacie Rejonowego Banku Spółdzielczego – tutaj to akurat nie pomogło w ustaleniu bandyty. Być może temat monitoringu powinien być poruszony przez radnych na najbliższych sesjach. Przynajmniej przez tych, którzy mają parcie na szkło.